Kiedy się dziś obudziłam nie do końca wiedziałam gdzie jestem. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że przebywam w sypialni rodziców. Musiałam zasnąć pocieszając mamę. Kiedy przypomniałam sobie wszystkie wczorajsze wydarzenia chciało mi się płakać, ale wiedziałam, że teraz muszę być silna i wspierać mamę. Powstrzymałam łzy. Żeby nie myśleć o tym aż tyle spojrzałam na zegarek. Jest 12:16. Dziś do szkoły miałam na 9:00 więc nie opłacało się już wstawać. Przytuliłam tylko mamę i znów zasnęłam. Kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam przy sobie płaczącą mamę. Przytuliłam ją delikatnie i nic nie mówiłam. Wiedziałam, że w takich chwilach potrzebna jest chwila ciszy. Leżałyśmy tak chyba z godzinę. Zamierzałam cały dzisiejszy dzień spędzić właśnie z nią. Czułam, że teraz bardzo potrzebuje mojego wsparcia. Kiedy zobaczyłam, że jest już 15 w końcu się odezwałam.
-Mamusiu musisz coś zjeść. Zaraz ci coś przyniosę.
Spojrzałam na nią a ona twierdząco pokiwała głową. Wstałam powoli i udałam się do kuchni. Przygotowałam mamie jej ulubione kanapki i herbatę, postawiłam na tacy i jej zaniosłam. Zjadła dość niechętnie i wolno. Cieszyłam się, że w ogóle wzięła coś do ust. Dałam jej jeszcze jakąś tabletkę na uspokojenie i postanowiłam porozmawiać z nią o tym co się stało. Musiała zauważyć, że chcę spytać o wczoraj i mnie wyprzedziła.
-Ojciec mnie zdradził-powiedziała cicho.
Nie odezwałam się. Widziałam, że mówienie o tym ją boli. Mimo wszystko ona mówiła dalej.
-Zdradził mnie z Reginą, moją najlepszą przyjaciółką. Żadne z nich mi o tym nie powiedziało, dopóki Regina nie dowiedziała się że jest w ciąży.
-Tak mi przykro mamusiu-wydukałam po chwili milczenia.
-Dlaczego jest ci przykro? Przecież to nie ty mi to zrobiłaś-powiedziała smutna.
-Skończmy ten temat-powiedziałam ostrożnie.
Mama pokiwała głową i znów się rozpłakała. Po jakimś czasie zasnęła, a ja cicho wyszłam z sypialni i wzięłam prysznic, którego naprawdę potrzebowałam. Miałam wrażenie, że wraz z wodą spływa ze mnie cały żal, złość, stres...wszystkie negatywne uczucia. Zajrzałam do mamy. Wciąż spała więc weszłam szybko na facebooka. Chciałam z kimś porozmawiać, choć nie umiałam. Bardzo potrzebowałam wsparcia. Nagle przypomniałam sobie o Agacie. Ona za chwilę wraca od koleżanki, u której jest od niedzielnego poranka. Postanowiłam, że zrobię kolacje dla niej i dla mamy. Szybko wyłączyłam komputeri poszłam do kuchni. Nie byłam mistrzem w gotowaniu. Umiałam zrobić spaghetti, więc się za to zabrałam. Wkrótce wszystko było gotowe. Ubrałam się szybko i o to samo poprosiłam mamę. Zaprowadziłam ją do salonu i posadziłam przy stole. Nagle usłyszałam głos Agaty.
-Hej! Wróciłam! Jest coś do jedzenia?! Jestem strasznie głodna!-krzyczała zdejmując buty.
-Jasne, że jest. Chodź do salonu-odpowiedziałam jej.
Przyszła i zajęła swoje miejsce przy stole, a ja podałam kolacje. Mama chyba nie chciała martwić mojej siostry bo nic nie mówiła tylko w spokoju jadła posiłek. Żadna z nas się nie odezwała. Kiedy skończyłyśmy pozmywałam naczynia. Byłam bardzo zmęczona po wczorajszej nocy więc przytuliłam mamę, pocieszyłam ją lekko i poszłam spać. Zasnęłam niemal natychmiast.
piątek, 10 stycznia 2014
Rozdział XIII
Gdy tylko się dziś obudziłam przypomniałam sobie o Darku. Chciałabym do niego zadzwonić, spytać o mój telefon, ale nie mam jego numeru. Pomyślałam, że może mi się poszczęści i złapie go na facebooku. Wolno zwlekłam się z łóżka i w piżamach usiadłam przed komputerem, włączyłam go i się zalogowałam. Teraz czekam aż strona się załaduje. Jestem bardzo zniecierpliwiona. Naprawde nie lubie jak komp się zacina, ale nic nie mogę z tym zrobić. Po chwili oczekiwania wyświetliła mi się lista dostępnych znajomych. Ze smutkiem stwierdziłam, że Darek nie jest dostępny. Był jednak Jacek. Postanowiłam go poprosić o numer.
-Hej :)-zaczęłam.
-Hej ślicznotko ;)-opdpisał po chwili.
-Masz może numer do Darka?-spytałam.
-Tak, a co?-odpowiedział po dłuższej chwili.
-Bo wczoraj na niego wpadłam i być może on teraz ma mojego tela i chciałabym go odzyskać-wytłumaczyłam.
-To jeśli chcesz ja zadzwonie i spytam ;)
-Jak byś mógł...
-Jasne, poczekaj chwilke zaraz dam ci znać-powiedział i bardzo mnie tym ucieszył.
-Ok ok ok <3
Po jakimś czasie (może po 15min) Jacek napisał do mnie.
-Darek ma twój telefon i poprosił, żebyście się spotkali w kawiarni "Odrobina nieba" dziś o 15.
-Dobrze. Jaka ulga, że on ma mój telefon. Pójdę na spotkanie, a jak będę wracać to do ciebie wpadne. Na razie kończe papatki :*-napisałam i się wylogowałam.
Dziś niedziela więc muszę iść do kościoła. Jest 12:10 więc jak się postaram zdąże na msze o 13:15. Szybko wyjęłam z szafki świeżą bielizne i poszłam pod prysznic. Gdy wróciłam stanęłam przed szafą i zastanawiałam się co na siebie włożyć. Dziś niedziela, więc ubiorę się w sukienkę. Obejrzałam wszystkie letnie sukienki i wybrałam dość elegancką, prostą sukienke, która sięgała mi do połowy uda i była w pastelowym, łososiowym kolorze. Umalowałam się delikatnie i upięłam włosy w delikatny koczek, włożyłam szpilki pod kolor sukienki i wyszłam z domu. Udało mi się zdążyć na msze. Kiedy się skończyła wzięłam buty w ręce i żeby się nie spóźnić pobiegłam w stronę przystanku. Do kawiarni, w której spotykałam się z Darkiem miałam pół godziny autobusem plus jakiś kilometr pieszo. W ostatniej chwili zdążyłam na autobus. W drodze założyłam na uszy słuchawki i odcięłam się od świata. Kiedy się ocknęłam byłam na moim przystanku. Wysiadłam i wolno ruszyłam w stronę kawiarni. Na miejscu byłam 5 min przed czasem, ale Darek już czekał. Podeszłam do stolika i się przywitałam.
-Hej
-O cześć Wiki. Nie zauważyłem cię-powiedział lekko zaskoczony.
-Masz mój telefon?-od razu przeszłam do konkretów.
-Tak. Prosze bardzo-powiedział i mi go podał.
-Dzięki. Ja będę uciekać-miałam odchodzić, ale jego głos mnie zatrzymał.
-Poczekaj. Może się czegoś napijesz?-spytał uprzejmie.
-Właściwie to czemu nie, ale nie mam zbyt wiele czasu.
Kiedy to powiedziałam Darek gestem przywołał kelnerkę i zamówił dla nas po coli i po deserze lodowym. Kiedy kobieta odeszła ponownie mnie zagadnął.
-Dawno się nie widzieliśmy. Co się u ciebie działo przez ten czas?
-Właściwie to nic się nie zmieniło. A nie widzieliśmy się tak długo, bo ty nie miałeś ochoty na spotkanie-powiedziałam z wyrzutem.
-Oj przestań mała. Jeśli chcesz możemy to nadrobić.
Dobrze że w tym momencie przyszła kelnerka i podała nam desery bo chyba by mnie rozniosło ze złości. Bez słowa zjedliśmy lody i postanowiłam się pożegnać, bo nie miałam już sił na rozmowę z nim.
-Darek ja muszę uciekać. Jak coś to masz mój numer. Na razie-rzuciłam i odeszłam.
Po drodze wstąpiłam jeszcze do Jacka, zamieniłam z nim kilka słów i ardzo zmęczona poszłam w stronę domu. Nie zauważyłam kiedy ściemniło się, a ja miałam do domu jeszcze 20 minut drogi. Szłam powoli, patrzyłam w gwiazdy, które kochałam. W pewnej chwili, nie wiedząc czemu, weszłam do parku, usiadłam na najbliższej ławce i dłuugo patrzyłam w gwiazdy. Kiedy zrobiłam się senna wstałam i ruszyłam w stronę domu. Myślałam, że wszyscy już śpią, więc cicho uchyliłam drzwi. Uświadomiłam sobie, że właśnie stałam sie świadkiem kłótni rodziców.
-Jak mogłeś mi to zrobić?!-krzyczała przez łzy mama.
-To była chwila zapomnienia. Tylko ciebie kocham-powiedział tata i próbował przytulić mamę, jednak ona go odepchnęła.
-Spakuj swoje rzeczy i się wynoś!!
-Ale kochanie...-w tym momencie mama przerwała.
-Zejdź mi z oczu! Możesz sie spodziewać, że już niedługo dostaniesz pismo z sądu! Chcę rozwodu!-krzyknęła mama i zamknęła się w łazience.
Tata jeszcze chwilę próbował z nią porozmawiać, ale w końcu się poddał. I...nie wierze! Naprawde sie spakował!! Słyszałam, że mama ciągle płacze. Byłam przerażona tym, co się działo w mojej rodzinie. Gdyby nie to, że byłam tego świadkiem nie uwieżyłabym. Tata zbliżał się do mnie, więc ukryłam się za drzwiami do kuchni. Ominął mnie i wyszedł. Wiedziałam, że muszę jakoś pocieszyć mamę. Kiedy usłyszałam trzask drzwi wyszłam z kryjówki i delikatnie zapukałam do drzwi łazienki.
-Mamusiu to ja Wiktoria. Proszę otwórz-mówiłam delikatnie.
Usłyszałam, że zamek się przekręca. Otworzyłam drzwi weszłam do środka i usiadłam obok mamy. Nic nie mówiłam. Słowa były zbędne. Przytuliłam ją, a ona płakała wtulona we mnie. Nie wiem ile tak siedziałyśmy. W końcu się odezwałam. Zrobiłam to najdelikatniej jak umiałam.
-Chodź mamusiu. Musisz się położyć.
Po tych słowach obie wstałyśmy. Zaprowadziłam mamę do sypialni i otuliłam ją kocem. Już miałam odchodzić, ale złapała mnie za rękę i dała znak, żeby się położyła obok niej. Tak zrobiłam. Leżałyśmy tak dosyć długo. W pewnym momencie zasnęłam.
-Hej :)-zaczęłam.
-Hej ślicznotko ;)-opdpisał po chwili.
-Masz może numer do Darka?-spytałam.
-Tak, a co?-odpowiedział po dłuższej chwili.
-Bo wczoraj na niego wpadłam i być może on teraz ma mojego tela i chciałabym go odzyskać-wytłumaczyłam.
-To jeśli chcesz ja zadzwonie i spytam ;)
-Jak byś mógł...
-Jasne, poczekaj chwilke zaraz dam ci znać-powiedział i bardzo mnie tym ucieszył.
-Ok ok ok <3
Po jakimś czasie (może po 15min) Jacek napisał do mnie.
-Darek ma twój telefon i poprosił, żebyście się spotkali w kawiarni "Odrobina nieba" dziś o 15.
-Dobrze. Jaka ulga, że on ma mój telefon. Pójdę na spotkanie, a jak będę wracać to do ciebie wpadne. Na razie kończe papatki :*-napisałam i się wylogowałam.
Dziś niedziela więc muszę iść do kościoła. Jest 12:10 więc jak się postaram zdąże na msze o 13:15. Szybko wyjęłam z szafki świeżą bielizne i poszłam pod prysznic. Gdy wróciłam stanęłam przed szafą i zastanawiałam się co na siebie włożyć. Dziś niedziela, więc ubiorę się w sukienkę. Obejrzałam wszystkie letnie sukienki i wybrałam dość elegancką, prostą sukienke, która sięgała mi do połowy uda i była w pastelowym, łososiowym kolorze. Umalowałam się delikatnie i upięłam włosy w delikatny koczek, włożyłam szpilki pod kolor sukienki i wyszłam z domu. Udało mi się zdążyć na msze. Kiedy się skończyła wzięłam buty w ręce i żeby się nie spóźnić pobiegłam w stronę przystanku. Do kawiarni, w której spotykałam się z Darkiem miałam pół godziny autobusem plus jakiś kilometr pieszo. W ostatniej chwili zdążyłam na autobus. W drodze założyłam na uszy słuchawki i odcięłam się od świata. Kiedy się ocknęłam byłam na moim przystanku. Wysiadłam i wolno ruszyłam w stronę kawiarni. Na miejscu byłam 5 min przed czasem, ale Darek już czekał. Podeszłam do stolika i się przywitałam.
-Hej
-O cześć Wiki. Nie zauważyłem cię-powiedział lekko zaskoczony.
-Masz mój telefon?-od razu przeszłam do konkretów.
-Tak. Prosze bardzo-powiedział i mi go podał.
-Dzięki. Ja będę uciekać-miałam odchodzić, ale jego głos mnie zatrzymał.
-Poczekaj. Może się czegoś napijesz?-spytał uprzejmie.
-Właściwie to czemu nie, ale nie mam zbyt wiele czasu.
Kiedy to powiedziałam Darek gestem przywołał kelnerkę i zamówił dla nas po coli i po deserze lodowym. Kiedy kobieta odeszła ponownie mnie zagadnął.
-Dawno się nie widzieliśmy. Co się u ciebie działo przez ten czas?
-Właściwie to nic się nie zmieniło. A nie widzieliśmy się tak długo, bo ty nie miałeś ochoty na spotkanie-powiedziałam z wyrzutem.
-Oj przestań mała. Jeśli chcesz możemy to nadrobić.
Dobrze że w tym momencie przyszła kelnerka i podała nam desery bo chyba by mnie rozniosło ze złości. Bez słowa zjedliśmy lody i postanowiłam się pożegnać, bo nie miałam już sił na rozmowę z nim.
-Darek ja muszę uciekać. Jak coś to masz mój numer. Na razie-rzuciłam i odeszłam.
Po drodze wstąpiłam jeszcze do Jacka, zamieniłam z nim kilka słów i ardzo zmęczona poszłam w stronę domu. Nie zauważyłam kiedy ściemniło się, a ja miałam do domu jeszcze 20 minut drogi. Szłam powoli, patrzyłam w gwiazdy, które kochałam. W pewnej chwili, nie wiedząc czemu, weszłam do parku, usiadłam na najbliższej ławce i dłuugo patrzyłam w gwiazdy. Kiedy zrobiłam się senna wstałam i ruszyłam w stronę domu. Myślałam, że wszyscy już śpią, więc cicho uchyliłam drzwi. Uświadomiłam sobie, że właśnie stałam sie świadkiem kłótni rodziców.
-Jak mogłeś mi to zrobić?!-krzyczała przez łzy mama.
-To była chwila zapomnienia. Tylko ciebie kocham-powiedział tata i próbował przytulić mamę, jednak ona go odepchnęła.
-Spakuj swoje rzeczy i się wynoś!!
-Ale kochanie...-w tym momencie mama przerwała.
-Zejdź mi z oczu! Możesz sie spodziewać, że już niedługo dostaniesz pismo z sądu! Chcę rozwodu!-krzyknęła mama i zamknęła się w łazience.
Tata jeszcze chwilę próbował z nią porozmawiać, ale w końcu się poddał. I...nie wierze! Naprawde sie spakował!! Słyszałam, że mama ciągle płacze. Byłam przerażona tym, co się działo w mojej rodzinie. Gdyby nie to, że byłam tego świadkiem nie uwieżyłabym. Tata zbliżał się do mnie, więc ukryłam się za drzwiami do kuchni. Ominął mnie i wyszedł. Wiedziałam, że muszę jakoś pocieszyć mamę. Kiedy usłyszałam trzask drzwi wyszłam z kryjówki i delikatnie zapukałam do drzwi łazienki.
-Mamusiu to ja Wiktoria. Proszę otwórz-mówiłam delikatnie.
Usłyszałam, że zamek się przekręca. Otworzyłam drzwi weszłam do środka i usiadłam obok mamy. Nic nie mówiłam. Słowa były zbędne. Przytuliłam ją, a ona płakała wtulona we mnie. Nie wiem ile tak siedziałyśmy. W końcu się odezwałam. Zrobiłam to najdelikatniej jak umiałam.
-Chodź mamusiu. Musisz się położyć.
Po tych słowach obie wstałyśmy. Zaprowadziłam mamę do sypialni i otuliłam ją kocem. Już miałam odchodzić, ale złapała mnie za rękę i dała znak, żeby się położyła obok niej. Tak zrobiłam. Leżałyśmy tak dosyć długo. W pewnym momencie zasnęłam.
czwartek, 9 stycznia 2014
Rozdział XII
Koniec roku coraz bliżej...Jacek wciąż jest chory. Muszę go w końcu odwiedzić, może tym razem jego mama mnie wpuści. Powoli wstałam z łóżka, wybrałam ubranie i poszłam pod prysznic. Odświeżona włożyłam swoje pastelowo różowe rurki, białą bokserkę, cienki sweterek pod kolor spodni i wyszłam z pokoju. W kuchni spotkałam Agatę.
-Hej siostra-przywitała się.
-Hej. Co ty taka wesoła?-spytałam.
-Idę dziś z Kamilem do kina-krzyknęła radośnie.
To wszystko wyjaśnia. Wspominałam wam, że moja siostra od niedawna chodzi z Kamilem? Prawdopodobnie nie. Więc tak Kamil jest o rok starszy od Agaty. Jest naprawdę przystojny. Na jego twarzy błyszczą piękne, niebieskie oczy, ma cudowne, malinowe usta i śliczne blond włosy z grzywką na bok. Gdyby nie to, że moja siostra leci na niego od zawsze sama spróbowałabym swoich szans...Chyba za bardzo się rozmarzyłam, bo siostra jakoś krzywo na mnie patrzy. Szybko zrobiłam sobie śniadanie i poszłam do Jacka.Postanowiłam, że się przejdę. Dobrze mi to zrobi. Po jakimś czasie stałam przy drzwiach jego domu i dłuższą chwile zastanawiałam się, czy tam pójść. Jacek jest przecież moim przyjacielem, więc postanowiłam zadzwonić do drzwi. Otworzyła mi jego mama i o dziwo wpuściła do środka. Wskazała mi drogę do pokoju chłopaka. Niepewnie zapukałam do drzwi.
-Prosze-usłyszałam.
-Hej. Mogę wejść?-spytałam, żeby się upewnić.
-Jasne. Tak się ciesze, że przyszłaś-powiedział wyraźnie weselszy.
-Ja też się ciesze. Tak bardzo chciałam cię zobaczyć-odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
Dał mi znak, żebym usiadła obok niego, na łóżku. Tak zrobiłam i przytuliłam go czule. Kiedy tu przyszłam i go zobaczyłam poczułam jakąś ulge nie wiedziałam dlaczego, ale zbytnio się nad tym nie zastanawiałam.
-To opowiadaj co w szkole-usłyszałam jego głos.
-Nic się nie zmieniło. Nauka, więcej nauki, poprawianie, podciąganie ocen, żeby to jakoś wyglądało-mówiłam.
-A co u ciebie?
-W sumie to po staremu. Poprawiłam biologie na pięć i za tobą tęskniłam-powiedziałam z uśmieszkiem.
-Ja za tobą też tęskniłem. Byłaś u Klary?-nagle zmienił temat.
-Nie, nie poszłam. Może to i lepiej-mówiłam lekko zamyślona.
-Aha-opdarł krótko.
Rozmawialiśmy jeszcze trochę i musiałam się zbierać. Mam pomóc mamie w sprzątaniu, bo w domu się straszny bałagan zrobił. Pożegnaliśmy się buziakiem w policzek i wyszłam z jego pokoju. Po drodze zamieniłam jeszcze kilka słów z jego mamą i obiecałam pomóc Jackowi nadrobić nieduże zaległości. Już po chwili wracałam do domu. Byłam dość zamyślona. Nagle poczułam, że ktoś na mnie wpada. Gorzej być nie mogło. Upadłam i ubrudziłam moje ulubione spodnie, a do tego dość mocno się uderzyłam. Nie patrząc kto na mnie wpadł zaczęłam krzyczeć.
-Patrz jak chodzisz! Mógłbyś mi się chociaż pomóc podnieść-wrzeszczałam.
-Już-powiedział chłopak i podał mi rękę.
Po chwili uświadomiłam sobie, że to Darek. Jednak może być gorzej. Nie chciałam z nim rozmawiać więc coś jeszcze wydukałam, żeby następnym razem uważał, prychnęłam i odeszłam szybko. Słyszałam, że mnie woła, ale się nie odwróciłam. Miałam go dosyć jak na dziś. Niedługo później byłam już w domu. Ciągle zła usiadłam przed telewizorem i zaczęłam przeglądać kanały. Nie było akurat nic ciekawego więc postanowiłam napisać do Jacka i wtedy zorientowałam się, że nie mam komórki. Musiała mi wypaść gdy wpadłam na Darka. Może to dlatego mnie wołał... Postanowiłam do niego zadzwonić, no tak ale czym... Było już późno więc pomyślałam, że poczekam do poniedziałku i wtedy zobaczę co dalej. Posprzątałam jeszcze w pokoju i w kuchni, weszłam na chwilę na facebooka, ale nie było tam nic ciekawego, więc znudzona położyłam się do łóżka. Myślałam jeszcze chwilę o Jacku, Darku, ogólnie o swoim życiu, aż w końcu zasnęłam.
środa, 8 stycznia 2014
Rozdział XI
Już jest czerwiec! Ten czas tak szybko biegnie... Mama chyba miała racje, muszę się zastanowić nad przyszłością. Ostetnio na nic nie mam czasu, gdyż zbliża się koniec roku. Staram się poprawić oceny, bardzo dużo się uczę, częściej zostaję na dodatkowe zajęcia. Z Jackiem spotykam się raczej rzadko, ale staram się to zmienić. Od przyszłego tygodnia ma mi pomóc z nauką więc mam nadzieje, że znów często będziemy razem... Na razie nie mam czasu na rozmyślanie. Muszę zbierać się do szkoły, tylko w co ja się ubiorę? Hmmm... Może dżinsowe spodenki a do tego czarna bokserka i delikatny, rozpinany sweterek. Tak, do tego converse pod kolor swetra. Jeszcze tylko koczek i mogę wychodzić. Do szkoły doszłam dość szybko. Po drodze nie spotkałam nikogo znajomego, a miałam ochotę porozmawiać... No cóż mówi się trudno. Na pierwszej lekcji mam polski. Mam być pytana, ale dobrze się przygotowałam. Udało się, dostałam pięć. Reszta lekcji minęła podobnie. Z niektórych byłam pytana, za każdym razem się udawało dostać pozytywną ocenę. Cały dzień nie widziałam Jacka. Nie było go w szkole. Zaczęłam się o niego martwić, bo był moim, jak sądzę, jedynym prawdziwym przyjacielem. Już od podstawówki nie wierzyłam w przyjaźń, przynajmniej nie w taką prawdziwą. Kiedy bliżej poznałam Jacka to się zmieniło. Uwieżyłam, że można mieć przyjaciół, którzy zawsze są przy nas, niezależnie od tego czy jest dobrze czy źle. Są wsparciem, zawsze wysłuchają, pomogą. Jacek taki właśnie był w stosunku do mnie i dlatego się o niego martwiłam. Postanowiłam zadzwonić. Poczta głosowa. Nie wiedziałam co się u niego dzieje i czułam ból, ból w...sercu? Nie pamiętam bym kiedykolwiek wcześniej czuła coś takiego. Z rozmyśleń wyrwał mnie głos Klary.
-Hej Wiki! Wbijesz na wixe?-spytała z entuzjazmem.
-No nie wiem... mam sporo nauki...-zastanawiałam się.
-Oj przestań już prawie koniec roku, poza tym zaprosiłam cię na nią w zeszłym tygodniu. Prosiłam, żebyś zarezerwowała czas-mówiła wyraźnie rozdrażniona.
No tak! Zupełnie zapomniałam że zapraszała mnie dużo wcześniej. Nie mogłam jej o tym powiedzieć, więc postanowiłam, że pójdę...
-No cóż, skoro ci zależy przyjdę-powiedziałam po chwili.
-To świetnie. W takim razie do zobaczenia-rzuciła i zaczęła się oddalać.
-Papatki-powiedziałam.
Po co ja się zgodziłam?? Przecież nawet nie mam ochoty tam iść. Poza tym muszę sprawdzić co u Jacka. Postanowiłam, że pójdę do niego od razu po szkole. Po chwili doszłam do domu chłopaka i zadzwoniłam do drzwi. Po chwili otworzyła mi mama Jacka.
-Dzień dobry. W czym mogę pomóc?-spytała uprzejmie.
-Dzień dobry. Mam na imię Wiktoria. Jestem koleżanką Jacka. Chciałabym spytać czy nic się nie stało bo nie był dziś w szkole- powiedziałam zgodnie z prawdą.
-Jacek jest chory. Na pewno by się ucieszył, że przyszłaś, bo opowiadał mi o tobie, ale mógłby cię zarazić, poza tym śpi. Powiem mu, że byłaś. Mogę przekazać coś jeszcze?
-Proszę go pozdrowić. Dziękuję pani. Będę już wracała do domu. Do widzenia.
-Do zobaczenia-odpowiedziała kobieta.
Powoli szłam w stronę domu. Wiedziałam, że powinnam się przygotować, skoro mam iść do Klary. Nie miałam na to jednak siły. Postanowiłam zadzwonić i poinformować koleżnake, że się nie pojawie. Odebrała po trzech sygnałach.
-Halo?
-Cześć. To ja Wiktoria. Dzwonie, żeby cię uprzedzić, że dziś nie dam rady.
-Jak to?! Dlaczego?!-pytała zdziwiona a zarazem rozgniewana.
-Przepraszam. Obiecuje, że następnym razem nie zawale.
-Skoro nie możesz.. W takiem razie cześć
Rozłączyła się. Przy ostatniej wypowiedzi w jej głosie było słychać tylko gniew. Smuciło mnie to, ale nie chciałam się tym przejować. W między czasie wróciłam do domu. Zjadłam obiad i trochę się pouczyłam. Nie zauważyłam kiedy ściemniło się. Byłam zmęczona dzisiejszym dniem więc wzięłam kąpiel, przebrałam się w piżamy i się położyłam. Przed zaśnięciem długo rozmyślałam o Jacku, Klarze i w ogóle o wszystkim... W końcu zmęczenie wzięło nade mną górę i zasnęłam.
-Hej Wiki! Wbijesz na wixe?-spytała z entuzjazmem.
-No nie wiem... mam sporo nauki...-zastanawiałam się.
-Oj przestań już prawie koniec roku, poza tym zaprosiłam cię na nią w zeszłym tygodniu. Prosiłam, żebyś zarezerwowała czas-mówiła wyraźnie rozdrażniona.
No tak! Zupełnie zapomniałam że zapraszała mnie dużo wcześniej. Nie mogłam jej o tym powiedzieć, więc postanowiłam, że pójdę...
-No cóż, skoro ci zależy przyjdę-powiedziałam po chwili.
-To świetnie. W takim razie do zobaczenia-rzuciła i zaczęła się oddalać.
-Papatki-powiedziałam.
Po co ja się zgodziłam?? Przecież nawet nie mam ochoty tam iść. Poza tym muszę sprawdzić co u Jacka. Postanowiłam, że pójdę do niego od razu po szkole. Po chwili doszłam do domu chłopaka i zadzwoniłam do drzwi. Po chwili otworzyła mi mama Jacka.
-Dzień dobry. W czym mogę pomóc?-spytała uprzejmie.
-Dzień dobry. Mam na imię Wiktoria. Jestem koleżanką Jacka. Chciałabym spytać czy nic się nie stało bo nie był dziś w szkole- powiedziałam zgodnie z prawdą.
-Jacek jest chory. Na pewno by się ucieszył, że przyszłaś, bo opowiadał mi o tobie, ale mógłby cię zarazić, poza tym śpi. Powiem mu, że byłaś. Mogę przekazać coś jeszcze?
-Proszę go pozdrowić. Dziękuję pani. Będę już wracała do domu. Do widzenia.
-Do zobaczenia-odpowiedziała kobieta.
Powoli szłam w stronę domu. Wiedziałam, że powinnam się przygotować, skoro mam iść do Klary. Nie miałam na to jednak siły. Postanowiłam zadzwonić i poinformować koleżnake, że się nie pojawie. Odebrała po trzech sygnałach.
-Halo?
-Cześć. To ja Wiktoria. Dzwonie, żeby cię uprzedzić, że dziś nie dam rady.
-Jak to?! Dlaczego?!-pytała zdziwiona a zarazem rozgniewana.
-Przepraszam. Obiecuje, że następnym razem nie zawale.
-Skoro nie możesz.. W takiem razie cześć
Rozłączyła się. Przy ostatniej wypowiedzi w jej głosie było słychać tylko gniew. Smuciło mnie to, ale nie chciałam się tym przejować. W między czasie wróciłam do domu. Zjadłam obiad i trochę się pouczyłam. Nie zauważyłam kiedy ściemniło się. Byłam zmęczona dzisiejszym dniem więc wzięłam kąpiel, przebrałam się w piżamy i się położyłam. Przed zaśnięciem długo rozmyślałam o Jacku, Klarze i w ogóle o wszystkim... W końcu zmęczenie wzięło nade mną górę i zasnęłam.
piątek, 3 stycznia 2014
Rozdział X
Byłam już w domu. Zbliżała się wyznaczona godzina spotkania. Postanowiłam się ubrać. Tym razem postawiłam na zwiewną, niebieską spódniczkę, która z przodu sięgała do połowy ud, a z tyłu była po kolana i czarną bokserkę. Na nogi, dla wygody, włożyłam converse. Lubiłam łączyć delikatne spódniczki i trampki. Dołożyłam jeszcze pozłacaną biżuterię. Wiedziałam, że Jacek pojawi się u mnie lada moment, więc szybko zrobiłam sobie koka. Delikatnie się pomalowałam. Wychodząc z łazienki usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko je otworzyłam. Tak jak się spodziewałam za nimi stał Jacek.
Dosyć szybko dotarliśmy na miejsce. Zabawa zdążyła się rozkręcić. Bawiliśmy się świetnie. Jacek dotrzymywał obietnicy i tańczył wyłącznie ze mną.
Wiele dziewczyn prosiło go o taniec, ale odmawiał. Zbliżała się północ. Postanowiłam mu odpuścić i uwolniłam go od siebie. Myślałam, że bardziej się z tego ucieszy i od razu mnie zostawi, ale nie. Zatańczył ze mną wolnego. Chwilę później jakaś śliczna brunetka poprosiła go do tańca. Popatrzył na mnie wzrokiem smutnego szczeniaczka i poszedł z nią zatańczyć. Ja i tak byłam już bardzo padnięta, a nogi powoli zaczynały odmawiać mi posłuszeństwa. Zeszłam z parkietu i usiadłam. Szybko dołączyli do mnie znajomi. Towarzystwo było już nieźle wstawione. Mnie również zaproponowali drinka. Rzadko piłam, ale nie odmówiłam. Kiedy go skończyłam poszłam jeszcze chwilę potańczyć. Gdy wróciłam do stolika wręczono mi kolejnego drinka. Kiedy go wypiłam zaczęło mi nieźle szumieć w głowie. Prawdopodobnie to dlatego, że rzadko piję. Źle się czułam. Postanowiłam wyjść na powietrze. Przed domem zauważyłam huśtawkę, więc na niej usiadłam. Nagle poczułam, że ktoś zasłania mi oczy. Nie miałam pojęcia kto to. Ten ktoś powiedział, że mam trzy szanse, żeby zgadnąć kim jest, bo inaczej czeka mnie kara. Strzeliłam dwa razy. Za każdym razem pudło!
Wiele dziewczyn prosiło go o taniec, ale odmawiał. Zbliżała się północ. Postanowiłam mu odpuścić i uwolniłam go od siebie. Myślałam, że bardziej się z tego ucieszy i od razu mnie zostawi, ale nie. Zatańczył ze mną wolnego. Chwilę później jakaś śliczna brunetka poprosiła go do tańca. Popatrzył na mnie wzrokiem smutnego szczeniaczka i poszedł z nią zatańczyć. Ja i tak byłam już bardzo padnięta, a nogi powoli zaczynały odmawiać mi posłuszeństwa. Zeszłam z parkietu i usiadłam. Szybko dołączyli do mnie znajomi. Towarzystwo było już nieźle wstawione. Mnie również zaproponowali drinka. Rzadko piłam, ale nie odmówiłam. Kiedy go skończyłam poszłam jeszcze chwilę potańczyć. Gdy wróciłam do stolika wręczono mi kolejnego drinka. Kiedy go wypiłam zaczęło mi nieźle szumieć w głowie. Prawdopodobnie to dlatego, że rzadko piję. Źle się czułam. Postanowiłam wyjść na powietrze. Przed domem zauważyłam huśtawkę, więc na niej usiadłam. Nagle poczułam, że ktoś zasłania mi oczy. Nie miałam pojęcia kto to. Ten ktoś powiedział, że mam trzy szanse, żeby zgadnąć kim jest, bo inaczej czeka mnie kara. Strzeliłam dwa razy. Za każdym razem pudło!
-Poddaję się-powiedziałam niechętnie, gdyż bałam się tego co mnie czeka.
-Oj księżniczko-powiedział głos, rozpoznałam go.
-JACEK!!-krzyknęłam.
-Zgadłaś, ale i tak czeka cię kara. Poddałaś się-powiedział z uśmiechem.
-O nie!
-Zgadnij co cię czeka-powiedział, starając się zachować powagę. Nie wytrzymał i się roześmiał. Poszłam w jego ślady.
-Nie chcę o tym myśleć-pokazałam mu język.
Chłopak strącił mnie z huśtawki. Położył na ziemi i zaczął łaskotać. Wcale nie było mi do śmiechu, ponieważ ciągle okropnie się czułam.
-Proszę, przestań. Źle się czuję.
Wyraźnie się zmartwił i niemal natychmiast przestał.
-Odprowadzę cię do domu.
-Nie trzeba. Wracaj do środka i idź się bawić-powiedziałam.
-Bez ciebie to nie to samo-powiedział-poza tym ja chcę cię odprowadzić.
Dłużej nie protestowałam. Pomógł mi wstać i odprowadził pod same drzwi. Większość drogi milczeliśmy. Rozmowa nie była na potrzebna.
-No cóż, czas się rozstać-powiedział całując mnie w policzek na pożegnanie.
-No tak. Dziękuję za odprowadzenie-powiedziałam z wdzięcznością.
-Nie masz za co dziękować. Teraz muszę już uciekać-powiedział i powoli odszedł.
Weszłam wolno do domu. Cicho weszłam do pokoju i się położyłam. Byłam tak padnięta, że nawet się nie przebrałam. Nie wiem kiedy zasnęłam.
czwartek, 2 stycznia 2014
Rozdział IX
Dziś obudziłam się ze świadomością, że jest piątak. Ogromnie mnie to cieszy! Pomimo tego, że się nie wyspałam w miarę szybko zwlekłam się z łóżka i przystąpiłam do bardzo trudnej czynności-wyboru stroju. Po długim zastanowieniu postawiłam na czarną spódniczkę i jasną bokserkę. Na nogi włożyłam sandałki na koturnie. W wyśmienitym humorze wyszłam z domu. Ze względu na nogę mama podwiozła mnie do szkoły. To był jednen z plusów mojej kontuzji. W szkole byłam za 10 ósma. W miarę sprawnie dostałam się do klasy. Zajęłam swoje miejsce i czekałam na rozpoczęcie lekcji. Na pierwszej miałam plastykę. W miarę luźna lekcja. Z Dąbrowską zawsze jest całkiem ok. Nawet postawiła mi piątkę za moje bazgroły, które uznała za "odzwierciedlenie mojej duszy i uczuć". Reszta dnia zleciała dość przeciętnie. Kiedy miałam wracać do domu zaczepił mnie Jacek:
-Hej słodka-powiedział obejmując mnie w tali.
-Hej przystojniaczku-powiedziałam obracając się do niego.
-Jakieś plany na dzisiaj?-spytał z uśmiechem.
-A sugerujesz coś?
-Może-drogczył się ze mną.
-Niestety, ale nie znajdę dziś czasu-skłamałam chcąc go lekko rozzłościć.
-A to sorry, nie chcę przeszkadzać-powiedział smutny i zaczął odchodzić.
Dogoniłam go i skoczyłam mu na plecy, po czym wyszeptałam mu do ucha:
-Tylko się droczę.
Jego twarz szybko zmieniła wyraz. Delikatnie strącił mnie z pleców i położył na trawie. Zaczął mnie łaskotać, a ja pękałam ze śmiechu, próbowałam się pronić, ale nie byłam w stanie.
-Przepraszam, proszę przestań-krzyczałam ciągle się śmiejąc.
-Tym razem się nad tobą nie ulituję-powiedział cały czas mnie łaskocząc.
-Pójdę z tobą gdzie zechcesz tylko przestań-udało mi się wydukać.
Przestał mnie łaskotać, ale chyba zapobiegawczo, nie pozwolił wstać. Wiedziałam, że mam okazję się odegrać i teraz to ja go łaskotałam. Nie mógł wytrzymać. Teraz to ja miałam przewagę.
-Pójdziesz ze mną do Kasi na zabawę. Będę tańczył tylko z tobą, ale już przestań-powiedział
-No dobrze, ale żadnego łaskotania, na dziś wystarczy-powiedziałam ugodowo.
-To mi się podoba-szepnął z triumfalną miną.
_____________________
Rozbiję to opowiadanie na dwie części. Wiem, że jest dość krótkie, ale mam sporo nauki...jeżeli to czytacie dajcie mi jakoś znać :)
-Hej słodka-powiedział obejmując mnie w tali.
-Hej przystojniaczku-powiedziałam obracając się do niego.
-Jakieś plany na dzisiaj?-spytał z uśmiechem.
-A sugerujesz coś?
-Może-drogczył się ze mną.
-Niestety, ale nie znajdę dziś czasu-skłamałam chcąc go lekko rozzłościć.
-A to sorry, nie chcę przeszkadzać-powiedział smutny i zaczął odchodzić.
Dogoniłam go i skoczyłam mu na plecy, po czym wyszeptałam mu do ucha:
-Tylko się droczę.
Jego twarz szybko zmieniła wyraz. Delikatnie strącił mnie z pleców i położył na trawie. Zaczął mnie łaskotać, a ja pękałam ze śmiechu, próbowałam się pronić, ale nie byłam w stanie.
-Przepraszam, proszę przestań-krzyczałam ciągle się śmiejąc.
-Tym razem się nad tobą nie ulituję-powiedział cały czas mnie łaskocząc.
-Pójdę z tobą gdzie zechcesz tylko przestań-udało mi się wydukać.
Przestał mnie łaskotać, ale chyba zapobiegawczo, nie pozwolił wstać. Wiedziałam, że mam okazję się odegrać i teraz to ja go łaskotałam. Nie mógł wytrzymać. Teraz to ja miałam przewagę.
-Pójdziesz ze mną do Kasi na zabawę. Będę tańczył tylko z tobą, ale już przestań-powiedział
-No dobrze, ale żadnego łaskotania, na dziś wystarczy-powiedziałam ugodowo.
-To mi się podoba-szepnął z triumfalną miną.
_____________________
Rozbiję to opowiadanie na dwie części. Wiem, że jest dość krótkie, ale mam sporo nauki...jeżeli to czytacie dajcie mi jakoś znać :)
wtorek, 31 grudnia 2013
Rozdział VIII
Dziś musiałam wstać wcześnie bo idę do szkoły. Jest już środek maja, a ja mam swój drugi, pierwszy dzień w szkole... Po miesięcznej nieobecności pewnie będę miała zaległości i sporo niezaliczonych testów... Zbliża się koniec roku więc jak najszybciej muszę to wszystko nadrobić, zaliczyć i tak dalej. Teraz temat stroju... Włożę zwiewną żółtą spódniczkę i białą bluzkę. Na nogi converse. Od wczoraj opuchlizna zeszła więc udało mi się założyć oba buty. Chodzenie ciągle sprawia mi dosyć spory ból więc wezmę ze sobą kule. Nie wiem co zrobię z torbą, ale jakoś to będzie. Powoli zeszłam ze schodów. Moi rodzice byli już w pracy więc musiałam pójść pieszo. To wcale mi się nie uśmiechało. Z domu wyszłam o siódmej i miałam nadzieje, że się nie spóźnię... Na szczęście kiedy wyszłam z domu zobaczyłam Jacka pod moją bramą.
-Chyba nie zamierzałaś iść na nogach?
-Właśnie taki miałam zamiar.
-Ja nie mam samochodu, więc cię nie podwiozę, ale pozwól, że wezmę twoją torbę, a ciebie chociaż kawałek poniosę-powiedział wyraźnie dumny ze swojej pomysłowości.
-Torbę możesz wziąć, ale ja pójdę sama.
Przeszliśmy połowę drogi. Ja nie byłam w stanie dalej iść. Jacek to zauważył i nie pytając o zgodę wziął na ręce. Doniósł mnie do samej szkoły, a na miejscu delikatnie postawił i podał kule.
-Dziękuję ci. Nie dałabym rady sama dojść-przyznałam.
-Widziałem, że ciężko ci iść...
-Wiesz może która godzina? Nie chcę się spóźnić.
-Za dziesięć.
-W takim razie mógłbyś zaprowadzić mnie do klasy?-spytałam nieśmiało.
-Ależ oczywiście-powiedział i ukłonił się przede mną.
Pomógł mi wejść po schodkach do szkoły, a na piętro mnie zaniósł, choć wcale nie musiał. Później podał mi kule, podprowadził pod drzwi sali w której miałam lekcje i porzegnał się całusem w policzek.
Na pierwszej lekcji miałam matmę. Jacek wytłumaczył mi materiał więc udało mi się go zrozumieć. Pod koniec lekcji matematyczka zrobiła kartkówkę. Rozwiązałam większość zadań, co było ogromnym postępem. Później była fizyka. Najgorszy przedmiot świata. Na szczęście Bercia (fizyczka) potraktowała mnie ulgowo i nie kazała pisać testu tak jak inni. Zamiast tego tłumaczyła mi materiał. I tak niewiele z tego wiedziałam, ale jakiś postęp był. Reszta lekcji minęła normalnie. Został już tylko w-f. Miałam zwolnienie więc nie ćwiczyłam. Na naszą lekcje przyszła klasa Darka, ponieważ od tygodnia Nowak ma z nimi tę lekcje w zastępstwie za Siarę, który jest na chorobowym. Darek był ze swoją dziewczyną. Nawet do mnie nie podszedł, nie spytał o samopoczucie. Wiedziałam, że dobrze zrobiłam urywając nasz kontakt, ale w głębi duszy go pragnęłam, tak bardzo pragnęłam. Może to dlatego, że był dla mnie niedostępny... Nie wiem. Obserwowałam go całą lekcje. Widziałam jak patrzy na Alę, ale na mnie też czasem zerkał. Raz nasze spojrzenia się spotkały, ale on szybko się odwrócił i udawał, że wcale na mnie nie patrzył. Znów się zastanawiałam czy Darek może być moim księciem... A może ciągle jest nim Jacek, którego mam na wyciągnięcie ręki?? Miałam bardzo mieszane uczucia co do tego... Na szczęście zadzwonił dzwonek. Jak najszybciej wyszłam ze szkoły. Na szczęście czekała na mnie ciocia Ewa, podstawiona przez rodziców. Zabrała mnie do domu. Zanim pojechała napiłyśmy się razem herbaty rozmawiając o wyjeździe. Ciocia powiedziała, że już wynajęli domek na przyszły rok i że mogę tam jechać z nimi nie tylko w tym roku ale i w przyszłym. Ucieszyłam się. Może nie dlatego, że jadę właśnie tam, bo nie wiedziałam jak tam jest, ale dlatego, że będę tam z właśnie tą ciocią i tym wójkiem. Ciocia pojechała. Ja szybko odrobiłam lekcje, pouczyłam się trochę i weszłam na kompa. Szybko zalogowałam się na facebooka, ale nie było tam nic ciekawego więc weszłam na gadu-gadu. Jacek był dostępny, więc postanowiłam napisać.
-Hej!
-Hej!
-Co u cb?
-Nic ciekawego. Dlaczego na mnie nie zaczekałaś po szkole?
-Spieszyłam się. Czekała na mnie ciocia.
-To fajnie.
-No :)
-Dobra ja kończę, cześć :)
-Pa :)
Jak ja nie lubię takich rozmów!! No ale co mogę zrobić... Z nudów weszłam jeszcze na zapomniane nk i usunęłam konto. Poczułam się zmęczona, więc poszłam spać. Jutro mogę się zabawić, w końcu będzie piątek, a później weekend.
-Chyba nie zamierzałaś iść na nogach?
-Właśnie taki miałam zamiar.
-Ja nie mam samochodu, więc cię nie podwiozę, ale pozwól, że wezmę twoją torbę, a ciebie chociaż kawałek poniosę-powiedział wyraźnie dumny ze swojej pomysłowości.
-Torbę możesz wziąć, ale ja pójdę sama.
Przeszliśmy połowę drogi. Ja nie byłam w stanie dalej iść. Jacek to zauważył i nie pytając o zgodę wziął na ręce. Doniósł mnie do samej szkoły, a na miejscu delikatnie postawił i podał kule.
-Dziękuję ci. Nie dałabym rady sama dojść-przyznałam.
-Widziałem, że ciężko ci iść...
-Wiesz może która godzina? Nie chcę się spóźnić.
-Za dziesięć.
-W takim razie mógłbyś zaprowadzić mnie do klasy?-spytałam nieśmiało.
-Ależ oczywiście-powiedział i ukłonił się przede mną.
Pomógł mi wejść po schodkach do szkoły, a na piętro mnie zaniósł, choć wcale nie musiał. Później podał mi kule, podprowadził pod drzwi sali w której miałam lekcje i porzegnał się całusem w policzek.
Na pierwszej lekcji miałam matmę. Jacek wytłumaczył mi materiał więc udało mi się go zrozumieć. Pod koniec lekcji matematyczka zrobiła kartkówkę. Rozwiązałam większość zadań, co było ogromnym postępem. Później była fizyka. Najgorszy przedmiot świata. Na szczęście Bercia (fizyczka) potraktowała mnie ulgowo i nie kazała pisać testu tak jak inni. Zamiast tego tłumaczyła mi materiał. I tak niewiele z tego wiedziałam, ale jakiś postęp był. Reszta lekcji minęła normalnie. Został już tylko w-f. Miałam zwolnienie więc nie ćwiczyłam. Na naszą lekcje przyszła klasa Darka, ponieważ od tygodnia Nowak ma z nimi tę lekcje w zastępstwie za Siarę, który jest na chorobowym. Darek był ze swoją dziewczyną. Nawet do mnie nie podszedł, nie spytał o samopoczucie. Wiedziałam, że dobrze zrobiłam urywając nasz kontakt, ale w głębi duszy go pragnęłam, tak bardzo pragnęłam. Może to dlatego, że był dla mnie niedostępny... Nie wiem. Obserwowałam go całą lekcje. Widziałam jak patrzy na Alę, ale na mnie też czasem zerkał. Raz nasze spojrzenia się spotkały, ale on szybko się odwrócił i udawał, że wcale na mnie nie patrzył. Znów się zastanawiałam czy Darek może być moim księciem... A może ciągle jest nim Jacek, którego mam na wyciągnięcie ręki?? Miałam bardzo mieszane uczucia co do tego... Na szczęście zadzwonił dzwonek. Jak najszybciej wyszłam ze szkoły. Na szczęście czekała na mnie ciocia Ewa, podstawiona przez rodziców. Zabrała mnie do domu. Zanim pojechała napiłyśmy się razem herbaty rozmawiając o wyjeździe. Ciocia powiedziała, że już wynajęli domek na przyszły rok i że mogę tam jechać z nimi nie tylko w tym roku ale i w przyszłym. Ucieszyłam się. Może nie dlatego, że jadę właśnie tam, bo nie wiedziałam jak tam jest, ale dlatego, że będę tam z właśnie tą ciocią i tym wójkiem. Ciocia pojechała. Ja szybko odrobiłam lekcje, pouczyłam się trochę i weszłam na kompa. Szybko zalogowałam się na facebooka, ale nie było tam nic ciekawego więc weszłam na gadu-gadu. Jacek był dostępny, więc postanowiłam napisać.
-Hej!
-Hej!
-Co u cb?
-Nic ciekawego. Dlaczego na mnie nie zaczekałaś po szkole?
-Spieszyłam się. Czekała na mnie ciocia.
-To fajnie.
-No :)
-Dobra ja kończę, cześć :)
-Pa :)
Jak ja nie lubię takich rozmów!! No ale co mogę zrobić... Z nudów weszłam jeszcze na zapomniane nk i usunęłam konto. Poczułam się zmęczona, więc poszłam spać. Jutro mogę się zabawić, w końcu będzie piątek, a później weekend.
Subskrybuj:
Posty (Atom)